Przejdź do głównej zawartości

Posty

Wyświetlanie postów z lipiec, 2013

u mnie też tarasowo

Zaczynam powoli wierzyć w blogową telepatię. Serio.
W ubiegły piątek robiłam zdjęcia, by tak jakoś dla  porównania mieć na przyszły rok.
Zapalam komputerek w poniedziałek a tu wysyp postów tarasowych, balkonowych. Mina zrzedła mi trochę, no bo blado wypadam na Waszym tle. Nie mniej jednak zaznaczę swoją obecność w temacie tarasów i zwiększę postową statystykę.

 W łikendy, ma się rozumieć nadające się do tego, bywamy całe dnie. Od porannej kawusi do wieczornej pogawędki z muszkami.
A ostatnio zagościł basenik dla najmłodszych domowników.




A jeśli chodzi o kolor ścian- jak to mówią: koloru bloku się nie wybiera. Jest jaki jest.
 Wielkanocna kaczka zajęła miejsce, gdzieś tam jeszcze żabka i króliczek tarasują się i łykają świeże powietrze.


Ptaki posadziły jakieś kwiatki w winogronach. Zostawiłam je z ciekawości co to może być.
Zakwitły na.... różowo. 





Cóż, widoki z trzeciego piętra.






Miało być pięknie, romantycznie... Może w przyszłym roku będzie lepiej? Ot, życie.

Taras jest od strony …

z lawendą mi do twarzy

Zastanawiałam się przez chwilę czy to już ta pora by dawać taki trochę jesienny wpis. No bo, przecież jest lato kurcze blade! 
Można potraktować to jak sierpniowe zbieranie plonów. Plon to jest jakby nie było. Niewielki, balkonowy, ale swój, wyhodowany "tymi ręcami".
Wspomnienie lawendy.
Dzięki niej, tak mi się zdaje mniej latającego robactwa wpadało przez drzwi balkonowe.




Okna to już inna historia. Przez nie wchodzą małe krzyżaki, znaczy się pająki:)
Na szczęście nie zostają na długo, chyba nie mają co jeść.
Dzięki lawendzie ma się rozumieć!



Plon mój zebrany w małe bukieciki. Zostawiam gdzie popadnie. Wiszą, leżą, stoją.
Ususzone trochę pachną jesienią- niestety.


 Niestety różowa lawenda nie przetrwała zimy. Została niebieska i biała.
I tak cieszy oko i powonienie!



 Mam nadzieję, że nie poczułyście się jesiennie?  Za oknem słoneczko, cieplutko, letnio. I tak ma być.

Idę gotować zupę. Nosi tytuł "śmieciowa, czyli to co w lodówce plus okazjonalnie ryż".
Nie wiem jak…

cieniutka, malutka

Malutka rączka jest bardzo malutka. Nawet na swoje 6 lat.
Malutka rączka jest tak malutka, że wszystkie ozdóbki spadają na podłogę.
Malutka rączka bardzo się denerwuje, że jest taka cieniutka.
 "Wszystko mi ucieka!"- powiada, a raczej jęczy.
Malutka rączka ma żądanie- zrób mi bransoletkę!

Nie ma wyjścia trzeba zrobić. Malutka rączka jest jak sroka- bierze wszystko co się błyszczy i mieni.
Nie mogło być inaczej:


Nie miałam różowych koralików.
Są filetowe, bardzo fioletowe, do tego prześwitujące.  Trochę błysku w postaci srebrzystych dodatków. No i trochę brzęczenia.
Jak się biegnie to dzwoneczki dzwonią.


Bo to jest  "wróżkowa bransoletka". Wystarczy ją założyć, pomyśleć życzenie i potrząsnąć rączką.
Niekoniecznie malutką i cieniutką rączką.



A co mi tam! Też sobie zrobię taką. Taką tylko trochę większą.
Może i mi będzie spełniać życzenia?
Warto spróbować.
Dużo zdjęć, bo jest tak urocza, że ...  Że zrobiłam dużo zdjęć.








Dziękuję za miłe odwiedziny i komentarze. Pa.Pa

violet i trochę niebieskiego

A tak na poprawę humoru.
Bo jak wiadomo jest dobry na wszystko.
Jest kolorem indywidualistów i lubią go przede wszystkim kobietki. No to nie mogło zabraknąć u mnie tzn u nas - jest teraz jednym z ulubionych kolorów Naszej Gwiazdy. Dlatego na specjalne życzenie pojawił się na tarasie i balkonie.

FIOLETOWY

 Maciejka nie jest bardzo reprezentatywna, ale wystarczy poczekać do wieczora i wtedy doceni się jej urok. Wychodzisz na taras i wdychasz słodki zapach.



 A to clematis na balkonie trochę fioletu przechodzącego w róż a jakże!



 I trzykrotka. Nie wiem czy da radę w doniczce przetrzymać zimę, ale warto spróbować. Bardzo ranne kwiatki.



A to wspomnienie, niestety. Za to bardzo miłe.

Bardzo mi się gęba uradowała gdy czytałam Wasze wpisy dotyczące "nakrętkowej" bransoletki.
Słonecznego tygodnia życzę:)))
Dziękuję za miłe odwiedziny i komentarze. Pa.Pa.

męska rzecz

Koniec upałów? Miejmy nadzieję, że lato nie znika za horyzontem.
Senne dni i jeszcze bardziej senne noce nie pozwalają na używanie w rozszerzonej wersji szarych komórek. A tak bardzo by się przydały.
Eh... życie.

Zostałam poproszona o zrobienie bransoletki. Na męską rękę.  Żadnych wskazówek, pomysłów, tylko słowa: "ufam Ci".
To jest chyba najgorsza z możliwych wersji jakie można usłyszeć.
Nie ma punktu zahaczenia, zupełnie nic.  I co robić?
Wiadomo sieć jest niezastąpiona. Wpisujesz życzenie, a za chwileczkę, z prędkością światła wyskakują okienka z ciekawostkami.
Jedno przykuło moją uwagę tak mocno (klik),  że pomyślałam czemu nie. Trochę tylko zmodyfikowałam pomysł na własne potrzeby.
I tak oto powstała -

CAŁKIEM MĘSKA BRANSOLETKA

Trochę nakrętek, trochę rzemyka i jest.
Dobrze, że sprzedawca  nie zapytał się po co mi ich tyle.  
Zresztą gdy weszłam do sklepu Panowie byli bardzo zdziwieni. A jeszcze bardziej się zdziwili, że wiedziałam po co tam weszłam.


 Właściciel brans…

abandoned

Czas.
Nie obchodzi się z nikim delikatnie.
Jest bezwzględny. A czy sprawiedliwy ?
Nie raczej nie. 
Ostatnio natrafiam na takie smutne zdjęcia.
Jedne są wyreżyserowane, inne nie.
Jedne robione są z potrzeby piękna, bo gra świateł, bo w idealnym miejscu leży fotel, interesująco schodzi farba z kominka.
Inne, by poczuć dreszczyk emocji, strachu- taki freak.
Wszystkie bez wyjątku są smutne.

Fotografie  Opuszczonych


źródło fotografia Vincenta Jansena

źródło opuszczona fabryka szkła

źródło

źródło etap schodów

źródło Aurélien Villette

źródło

źródło Dave Wares

źródło

źródło

źródło

źródło Matthias Haker



źródło ruiny zamku de Noisy w Belgii

źródło

źródło

I jakby nie patrzeć z jakiejkolwiek perspektywy- nas też to czeka.  Może ktoś, kiedyś wejdzie do domu, naszego domu i z zachwytem pstryknie zdjęcie odrapanej ścianie, czy porzuconej lalce.
Na dziś to tyle. Pa.Pa Dziękuję za miłe odwiedziny i komentarze.

poplątanie z pomieszaniem

Potrzeba chwili jest najważniejsza.
Ile razy  w ostatniej chwili, gdy już traci się nadzieję wpada się na rozwiązanie, które nigdy nie przyszłoby do głowy bez presji.
A potem już nie ma odwrotu. Czasami to dobrze a czasami człowiek a dokładniej kobieta dochodzi do wniosku, że może jakby jeszcze, jeszcze troszeczkę przykręciła śrubkę, wypiła jeszcze jeden łyczek, albo dała jeszcze jedną sekundę więcej to na pewno wyszłoby to co "tygrysy lubią najbardziej" - i nie chodzi mi o te włoskie tygrysy co to rozszarpały właściciela. 
Tak na marginesie, jakim to trzeba być delikatnie mówiąc pewnym siebie, by wejść do klatki  pełnej tygrysów by je  nakarmić. Przecież to nie kury i owsa nie jedzą tylko surowe, najlepiej jeszcze żywe mięso.

Wracając jednak do chwili, która jest najważniejsza.
Była sobie sukienka, która czuła się goła. Jak nie pomóc w potrzebie? No jak? Przyszła do mnie ta sukienka i poprosiła , o pomoc.  Cóż robić? No to wspomogłam.
 Sukienka zadowolona, właścicielka rów…